(Do)słowne perełki

(Do)słowne perełki – listopad

Jako że listopad właśnie się kończy, a zaraz rozpocznie się festiwal bardziej lub mniej udanych gier słownych z „Christmas” i „Święta” w temacie (chociaż, hm, już u jednego z operatorów już można kupić „świętną okazję”…), czas na jeszcze-nie-świąteczne (do)słowne perełki!

Przypominam, że zbieram w tym cyklu sprawne, wpadające w oko lub po prostu śmieszne zabawy językiem, fajne hasła reklamowe i wszystko, co uznam za warte podzielenia się.

Nie przedłużając – zapraszam do listopadowej odsłony perełek.

WIRTULIĆ

Zobaczyłam to sformułowanie u jednej z influencerek, i uważam, że jest doskonałym nowomowowym zbitkiem tego, co opisuje, czyli „wirtualnego przytulenia”. Dużo lepszym, niż na przykład stosowane niekiedy w korpo-korespondencji słowo „e-poznać”. Ale to oczywiście tylko moje zdanie 🙂

MARKETINGOWI POECI

Marketingowi poeci zasługują na osobny wpis, hashtag, i w ogóle wszystko. Jest to dość liczna grupa składająca się z przedstawicieli firm, copywriterów (raczej tych samozwańczych), lub właścicieli małych przedsiębiorstw, którzy nadal uważają, że najlepiej zapamiętane będzie hasło rymowane. Tak, wiem, to zamierzone. He, he.

Poniżej przykład, zaczerpnięty bodajże z fejsbukowej grupy Advertising is exciting + (zainteresowanym szczerze tę grupę polecam, jest kopalnią świetnych i… tych drugich kreacji).

WINO „THERAPY”

To wino wygrywa nagrodę w kategorii „nazwa najlepiej dopasowana do produktu”. No bo czymże jest lampka (lub dwie, trzy, no, może siedem) dobrego wina wypita w towarzystwie przyjaciół lub w samotności na wygodnej kanapie, jeśli nie właśnie formą terapii?

(dostępne w sklepie Lidl, gdyby ktoś chciał sprawdzić, czy działa.)

MASARNIA „STOLEC”

To nie jest niestety moje odkrycie (Mariusz, pożyczyłam), ale to jest z kolei nagroda w kategorii „nazwa najgorzej dopasowana do produktu”. Domyślam się, że pewnie za tym stoi jakieś uzasadnienie, no ale umówmy się, że to trochę tak jak z nową marką kosmetyczną pewnej znanej trenerki – dobrze jest, jeśli nie trzeba klientom tłumaczyć znaczenia i genezy swojej nazwy w długiej informacji prasowej.

Chociaż, po chwili namysłu, chętnie przeczytałabym taką informację prasową o masarni „Stolec”.

KAMPANIA AGENCJI JOB’N’JOY DLA HEBE

Jest to kampania (niejedyna spod pióra tej agencji, z tego, co widziałam), która pokazuje, że employer branding to nie tylko stockowi ludzie w eleganckich ubraniach (jasne, codziennie chodzę do korpo w garsonce), z założonymi na piersi rękami i przyklejonym uśmiechem, i hasła o młodym, dynamicznym zespole.

I to ładne, i ze smakiem (tym językowym), i ze sprytnym nawiązaniem do marki. Czy przyniosło oczekiwane efekty? Nie wiem. Ale miło popatrzeć – i poczytać.

„TO MĘSKA RZECZ BYĆ DALEKO,
A KOBIECA PIĆ PROSECCO”

Nie wiem, kto pierwszy to napisał, ale poglądowo wrzucam zdjęcie ze sklepu Portshop.pl, bo na ich produktach się to hasło wyświetla w Google. No ale powiedzcie, czy to nie jest samo życie, to nasze z 2019 roku, a nie z czasów młodości Alicji Majewskiej? No właśnie.

Dziękuję za dzisiejszy odcinek i zapraszam za miesiąc (na ŚWIĘTNE perełki, hihi)!

Jeden komentarz

  • Kuba

    Bardzo mi się spodobał ten pomysł rozpoznawania rzeczywistości poprzez śledzenie meandrów codziennego języka,tych różnych wpadek i zamierzonych,czasem dziwacznych skojarzeń. To może być uwspółcześniona wersja humoru zeszytów szkolnych, a również angielskiego humoru, refleksyjnego uśmiechu i pogody ducha.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *