Język w reklamie

Polskie marki, o których nie wiedziałeś, że są polskie

Mam nadzieję, że wybaczycie mi to generalizowanie w tytułach wpisów. Oczywiście liczę się z tym, że wielu z Was może doskonale zdawać sobie sprawę z tego, o czym tu piszę. Dlatego nie obrażajcie się, tylko weźcie łyka kawki, głęboki oddech, i zasiądźcie do lektury – tego lub innego wpisu, jeśli na ten już jesteście obrażeni.

Często nie mamy problemu ze skojarzeniem marki z polskim rynkiem, bo aż krzyczy do nas końcówką „POL”, albo nazywa się „ZbigRur” (zero ironii, to tylko przykład). Wydaje mi się, że w niektórych branżach nadal jest to główny klucz przy wymyślaniu nazwy. Ale po drugiej stronie tego bieguna znajdują się właściciele z ambicjami międzynarodowymi, z wizją marki prestiżowej, którym daleko do Marexpolów.

I tak, w naszym pięknym kraju nad Wisłą powstało i nadal powstaje wiele marek, których nazwy nie tylko nie zdradzają miejsca ich założenia, ale mogą wręcz sprytnie sugerować klientowi słoneczne wybrzeże Włoch, amerykański luz czy solidną niemiecką fabrykę.

Okazuje się, że w zagranicznych nazwach przodują producenci odzieży, a zwłaszcza LPP, w którego portfolio znajdziemy niemal same obco brzmiące marki: Reserved, Sinsay, Cropp, House, Mohito. Ale polska odzież to także Monnari, Big Star, Diverse, Emmanuel Berg, czy nieistniejąca już marka André Renard (tej nazwy jestem fanką, bo pan założyciel nazywa się Andrzej Lisowski, a „renard” to po prostu „lis” po francusku).

W kategorii obuwie i galanteria skórzana przodują oczywiście Gino Rossi, które ostatnio konsekwentnie wypuściło reklamę we włoskim stylu, kręconą we Włoszech, z włoską piosenką w tle, oraz Wittchen – tu polecam wpis na temat wymowy tej nazwy.

Także wśród producentów żywności i napojów znajdziemy podobne przykłady: Black Energy Drink z Mike’iem Tysonem w roli ambasadora, Cin Cin i Dorato, Mokate, a także dwie azjatycko brzmiące marki: Tao Tao i Tan-Viet – to wszystko polskie marki.

Zestawienie zamknę dwiema markami technologicznymi z polskiego podwórka: Krüger&Matz (której właścicielem jest, o ironio, firma Lechpol Electronics) oraz myPhone z siedzibą we Wrocławiu.

Niezależnie od tego, czy właścicielami tych i innych podobnych marek kierowała chęć ekspansji poza granice Polski, czy stworzenia u odbiorcy skojarzenia z „luksusowym zachodnim światem”, jedno jest pewne – teraz wszystko, co produkowane w Polsce, jest cenione i bardzo chętnie kupowane, więc na pewno nie należy się wstydzić końcówki „-POL” w nazwie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *